Ciekawostki o Smoku Wawelskim

Turyści odwiedzający krakowskie sklepy z pamiątkami są zewsząd otoczeni podobiznami smoka. Magnesy, figurki, marionetki, szklane kule, maskotki a nawet ubrania są ozdobione podobizną tego legendarnego gada. Smok jest obok Wawelu, hejnału z wieży Mariackiej i obwarzanka nieodłącznym symbolem Krakowa. Skąd taka popularność? Otóż jego obecność jest związana z jedną z najstarszych krakowskich legend.

Najpopularniejsza wersja legendy

Według najczęściej przedstawianej wersji legendy za panowania króla Kraka smok zamieszkiwał jamę pod Wzgórzem Wawelskim. Nie był on jednak, tak jak teraz, przyjazną maskotką miasta, lecz terroryzował mieszkańców pobliskich wsi, zjadając całe stada owiec i paląc pola uprawne. Od czasu do czasu, jak to typowy smok, porywał na deser jakąś szlachciankę. Legendarny król zmartwiony sytuacją w swoim grodzie postanowił pozbyć się problemu. Za zgładzenie smoka wyznaczył nagrodę – jak na te czasy dość standardową –złoto, włości i rękę księżniczki. Do Krakowa zaczęło przybywać wielu śmiałków, którzy chcieli stanąć w szranki z bestią. Niestety każda potyczka kończyła się tak samo – bohaterski rycerz kończył swoją szarże w paszczy smoka. Gdy król już tracił nadzieję na odzyskanie spokoju, na audiencję zgłosił się miejski szewczyk Skuba, który przedstawił swój pomysł na pozbycie się smoka. Otóż według niego gada należało się pozbyć nie siłą, a sposobem. Szewczyk zaproponował Krakowi, by skórę z barana wypchać siarką i podrzucić pod jaskinię smoka. Tak też zrobiono. Gdy tylko smok zauważył barana, od razu połknął go w całości. Nie był to jednak jego najlepszy posiłek. Siarka zaczęła palić smoka od środka, a ten od razu rzucił się w stronę Wisły – i pił, pił, pił, aż w końcu… pękł. Tę wersję historii przedstawił Joachim Bielski w wydanej w 1597 roku Kronice polskiej Marcina Bielskiego nowo… przez Ioach. Bielskiego syna jego wydana. Wówczas w legendzie po raz pierwszy pojawił się Skuba. We wcześniejszych wersjach podania, na przykład w spisanych w XV wieku przez Jana Długosza Rocznikach, autorem, jak i wykonawcą pomysłu z baranem był sam książę Krak, który po uwolnieniu miasta od terroru smoka został pierwszym królem na Wawelu. Także ta wersja legendy nie jest jednak najstarsza.

wypchana siarką owcza skóra jest elementem wspólnym kilku wersji legendy

Najstarsze wzmianki o Smoku Wawelskim

Pierwsze pisane wzmianki o smoku wywodzą się z przełomu XII i XIII wieku – autorem najwcześniejszych zapisków był Wincenty Kadłubek. Historia opowiedziana przez kronikarza w jego Kronice polskiej różni się jednak od tej znanej obecnie. Jest nieco bardziej mroczna (jak na średniowiecze przystało), tłumaczy też nazwę i losy miasta. Legendarny król Krak jest u Kadłubka nazywany królem Grakchem (choć to prawdopodobnie ta sama osoba).Gród od jego imienia został oczywiście nazwany Grakchowem. Grakch rządził krajem mądrze i sprawiedliwie. Król miał dwóch synów i zgodnie z tradycją pierworodny miał przejąć władzę. W tym momencie opowieści kronikarz wprowadza postać smoka, który dręczył królestwo i poddanych. Król nakazał więc swoim synom, by udowodnili swoje męstwo i zgładzili smoka. Po kilku ciężkich potyczkach zrozumieli, że jedyną słuszną metodą walki z potworem jest podstęp. Używając wspomnianego już wcześniej fortelu, pozbyli się smoka. Wtedy nastąpił zwrot akcji – młodszy brat wykorzystał okazję i zabił starszego. Ojcu i poddanym skłamał, że dziedzic tronu zginął w bohaterskiej walce ze smokiem. Prawda jednak po pewnym czasie wyszła na jaw, a kłamliwy brat został skazany na wieczne wygnanie. Władzę po ojcu przejęła jego córka Wanda, z którą wiąże się inna krakowska legenda. Według Kadłubka miasto zaczęto nazywać Krakowem z powodu odgłosów wydawanych przez kruki, które jeszcze przez długi czas zlatywały się do truchła smoka.

Smocza Jama

Poza baranem wypchanym siarką wspólnym punktem legend jest Smocza Jama. Ta jaskinia pod Wzgórzem Wawelskim naprawdę istnieje! Można do niej wejść przez jedną z wieżyczek znajdujących się w murach zamku, pokonując 135 krętych schodów. Turystom do zwiedzania udostępnione są trzy komory, jednak cały kompleks jest o wiele większy. Co ciekawe, w XV wieku jama stała się słynną w całej Europie karczmą i miejscem uciech – stąd pozostałości murowanych umocnień wewnątrz jaskini. Podobno nocami lokal odwiedzali incognito nawet królowie: Henryk Walezy i Zygmunt August. Ten ostatni nakazał po pewnym czasie zasypać grotę ze względu na awantury zakłócające ciszę nocną oraz włóczęgów i żebraków gromadzących się w okolicach przybytku, którzy z oczywistych dla króla względów nieco zaburzali krajobraz zamku. Ta sytuacja nie trwała jednak długo i po pewnym czasie lokal znów zaczął działać. Właściwie funkcjonował on z przerwami aż do XVIII wieku, gdy wejście zamurowano podczas fortyfikowania miasta. Później, podczas rządów austriackich, ponownie otwarto jaskinię –tym razem jednak w celach turystycznych.

Smocza jaskinia służyła niegdyś mieszkańcom i przyjezdnym jako miejsce rozrywek. Podobno zakradali się do niej nawet królowie!

Smok, który wciąż zieje ogniem

Przed wejściem do jamy znajduje się rzeźba z brązu autorstwa Bronisława Chromego. Nie jest to zwyczajna rzeźba – co trzy minuty smok zieje prawdziwym ogniem. Co ciekawe, w 2005 roku wprowadzono dodatkową możliwość dla wyjątkowo niecierpliwych turystów: mogli oni przyspieszyć ten proces przez wysłanie SMS-a. Było to jednak chwilowe „udogodnienie”, a obecnie na tę atrakcję trzeba czekać całe 180 sekund. Według jednej z koncepcji rzeźba smoka miała stać w Wiśle, jednak pomysł nie został zrealizowany.
Niewiele osób wie, że przy ulicy Kornela Makuszyńskiego w Nowej Hucie znajduje się drugi, zapomniany pomnik smoka. Niestety teren, na którym się znajduje, jest prywatny, a właściciel zdaje się nim nie interesować. Smoka otaczają wysokie chaszcze. Figura stoi na podwyższeniu, a pod nim znajduje się jama.

Ziejący ogniem smok to widok na jaki można natknąć się spacerując Bulwarem Czerwieńskim, rzeźba Chromego wyrzuca z siebie ognisty podmuch co trzy minuty

Kości smoka nad wejściem do katedry

Planując zwiedzanie Wzgórza Wawelskiego i katedry wawelskiej, koniecznie trzeba udać się do zachodniego wejścia – tam nad drzwiami wiszą kości. Nie są to byle jakie kości, ale kości smoka… albo dinozaura, a na pewno dużego stworzenia. Faktem jest, że kości te znajdują się nad wejściem właściwie od zawsze, to znaczy przynajmniej od czasów średniowiecza, o czym świadczą ówczesne zapiski. Są zawieszone na żelaznych łańcuchach, a legenda głosi, że jeśli jeden z nich się urwie i któraś kość spadnie na schody świątyni – nastąpi koniec świata. Dlatego ich konserwacja jest wykonywana z niezwykłą pieczołowitością.

Smok wawelski w popkulturze

Przez stulecia smok wawelski złagodniał i ze strasznego potwora zmienił się w bohatera bajek dla najmłodszych. Pojawia się w wielu książkach i komiksach. W swojej najsłynniejszej kreacji autorstwa Stanisława Pagaczewskiego zostaje detektywem, który na polecenie króla Kraka rusza do Krainy Deszczowców, aby odnaleźć zaginionego profesora Baltazara Gąbkę. Misję ratunkową ma udaremnić tajemniczy szpieg Don Pedro. Książka, apotem kreskówka Porwanie Baltazara Gąbki bawiły dzieci w czasach PRL.

Kadr z animacji Porwanie Baltazara Gąbki, widoczne postaci z bajki: Smok Wawelski, Bartolini Bartłomiej herbu Zielona Pietruszka oraz Szpieg z Krainy Dreszczowców

Zobacz Paradę Smoków

Co roku w weekend na przełomie maja i czerwca w Krakowie odbywa się Wielka Parada Smoków. Podczas przemarszu przez Rynek wybierany jest najpiękniejszy z nich. Dzień wcześniej ma miejsce niezwykłe widowisko nad wodą, podczas którego ogromne dmuchane smoki „tańczą” nad nurtem Wisły przy akompaniamencie muzyki, fajerwerków, laserów i dymu, zachwycając mieszkańców oraz turystów. W smoczy weekend organizowany jest też piknik rodzinny z mnóstwem atrakcji. Jeśli więc początek lata jest dla ciebie dogodnym czasem na pobyt w Krakowie, nie przegap tego wydarzenia!