Legendy Wawelskie

Wawel to bezapelacyjnie najcenniejszy zabytek Krakowa – historyczna siedziba polskich władców. To za jego murami królowe podejmowali decyzje ważące na losie państwa. Nic dziwnego, że to miejsce obrosło w liczne legendy, chętnie opowiadane przez ludność Krakowa i spisywane przez kronikarzy. 

Najbardziej znaną legendą związaną z Wawelem jest oczywiście ta o smoku, który zamieszkiwał pieczarę pod wzgórzem / w środku wzgórza (?). Zajmował się tym, co zazwyczaj robią smoki: dręczył chłopów paląc ich plony, pożerał bydło, od czasu do czasu zjadł też jakąś dziewicę. 

Legendarny król Krak, który nie mógł pozwolić sobie na takie występki, w dodatku pod własnym domem, postanowił pozbyć się problemu. Remedium na smoka miała być sowita nagroda za zgładzenie bestii – standardowo wór złota, kawałek królestwa i ręka księżniczki (oczywiście z całą księżniczką). Gdy wieść się rozeszła, do grodu Kraka zaczęli ściągać śmiałkowie. Żadnemu jednak nie udało ubić bestii.

Król zaczął już tracić nadzieję, lecz nagle w zamku pojawił się niespodziewany kandydat na pogromcę smoka – lokalny szewczyk Skuba. Skuba na wojownika nie wróżył, ot zwykły mieszczański chłopak: postura chuderlawa, zbroi brak, wyposażenia zabójcy smoka brak. / rany, Magda, czy Ty się bawisz w średniowiecznego bajarza xD / Skuba nie wyglądał na wojownika, a zwykłego chuderlawego, mieszczańskiego chłopaka; nie posiadał ani zbroi, ani broni.

Jednakże zamiast stali i mięśni miał on coś cenniejszego- spryt i inteligencję. Wpadł na pomysł, jak wygrać ze smokiem podstępem. Owczą skórę wypchał siarką i podstawił nocą pod smoczą pieczarę. Smok, gdy się obudził i zobaczył swoje potencjalne śniadanie, bez zastanowienia skorzystał z okazji i capnął owcę. Siarka zaczęła go palić od środka, a bestia rzuciła się w stronę Wisły. Smok pił i pił, pił aż… pękł i taki był jego koniec. 

Na pamiątkę tej legendy przed istniejącą naprawdę pod Wawelem jaskinią stoi ziejąca ogniem rzeźba smoka. 

Więcej o smoczej legendzie przeczytasz tutaj

Smocze kości

Był smok – są i jego kości. Obok wejścia do Katedry Wawelskiej na łańcuchu zawieszone są potężne kości. Legenda głosi, że należą  one do smoka, a jeśli spadną, wzgórze Wawelskie zapadnie się pod ziemię i tak rozpocznie się koniec świata. Na szczęście wawelscy konserwatorzy przywiązują do dbania o łańcuchy szczególną uwagę, więc nic takiego nie powinno prędko nastąpić. 

W rzeczywistości badania wykazały, że są to kości nosorożca, walenia i mamuta

Duchy Katedry i Biała Dama zamku

Katedrę na Wawelu nawiedzają też trzy duchy. Pierwszy z nich to świątobliwy biskup Jan Grot, który leży pochowany w kaplicy św. Jana Ewangelisty. Jest to duch awanturnik, który ponoć nawet nastraszył jednego z królów, kiedy to ten do katedry wszedł skrótem. Oburzony duch nakazał do kościoła wchodzić przez dziedziniec i nie deptać jego grobu. Król w obawie przed kolejnymi nawiedzeniami tamto wejście nakazał zamurować. 

Podobno pośmiertnie sfrustrowany biskup od czasu do czasu lubi postraszyć jakiegoś turystę, który niegodnie zachowuje się w świątyni.   

Pozostałe dwie zjawy to duch biskupa Pawła z Przemankowa oraz duch biskupa Zawiszy z Kurozwęk. Ci dwaj są nieszkodliwi, pokutują w katedrze za swoje hulaszcze (szczególnie jak na osoby duchowne) życie i zdarza się, że proszą odwiedzających katedrę o modlitwę. 

Po Wawelu zaś nocami przechadza się zjawa pięknej Barbary Radziwiłłówny, ukochanej żony króla Zygmunta Augusta, która zmarła niedługo ich po ślubie. Zygmunt August tak bardzo kochał żonę, że zapragnął ujrzeć ją jeszcze raz.

Tego zadania podjął się słynny mistrz Twardowski, bohater wielu legend krakowskich.

Czarnoksiężnik nakazał królowi nie ruszać się z krzesła, gdy duch Barbary się pojawi. W przeciwnym razie królewskie życie i dusza byłyby narażone na śmiertelne niebezpieczeństwo. Jednakże gdy zjawa ukochanej wreszcie się pojawiła, stęskniony król chciał rzucić się w objęcia małżonki. Twardowski odciągnął go i zatrzymał na krześle, jednak zjawa spłoszyła się i zniknęła.

Od tamtej pory dusza Barbary zawieszona jest pomiędzy światem żywych i umarłych, a swoją wieczność  spędza więc przechadzając się nocami po wawelskim wzgórzu.

Pan Twardowski wzywa ducha Barbary Radziwiłłówny do Króla Zygmunta Augusta, obraz Wojciecha Gersona

Legenda o głowie

Jedną z najbardziej imponujących komnat Wawelu jest Sala Poselska, a to ze względu na jej ciekawy sufit, na którym znajdują się wyrzeźbione małe głowy. Są to portrety postaci o zarówno szlacheckim, jak i mieszczańskim pochodzeniu. Miało to symbolizować otwartość polskich królów na losy swojego ludu. Głowy nieprzypadkowo znajdowały się w tej sali – właśnie tam odbywały się audiencje i sądy. Jednakże jedna z głów jednak nie pasuje do pozostałych, gdyż ma zasłonięte usta. Wiąże się z tym legenda pochodząca z czasów panowania króla Zygmunta Augusta. Pewien kupiec sprzedawał na targu pięknie zdobione pasy. Pech chciał, że na ów targu znalazł się także i złodziejaszek, który ukradł jeden z nich. Zostało to jednak zauważone, w tłumie rozległ się okrzyk:  “łapać złodzieja!”. Złoczyńca, czując, że nie ucieknie, postanowił ukradkiem wyrzucić łup.  Leżący na ziemi przedmiot zauważyła uboga wdowa. Ledwo zdążyła go podnieść i rozejrzeć się za właścicielem została pojmana za kradzież.  Na nic zdały się wyjaśnienia, fałszywie oskarżona kobieta została zaprowadzona przed oblicze króla. Władca tego dnia był wyjątkowo zmęczony poprzednimi audiencjami i wysłuchawszy jedynie tłumu, nawet nie pozwolił się wypowiedzieć kobiecie – skoro została przyłapana ze skradzionym przedmiotem, wina wydała się oczywista. Padł wyrok więzienia. Zrozpaczona kobieta wykrzyczała tylko: “Jeśli nikt nie chce stanąć w mojej obronie, niech chociaż przemówią te drewniane głowy!”. W sali zapadła cisza. Wtem spod sufitu rozległ się głos – jedna z głów ożyła “Rex Auguste, iudica iuste” (sądź sprawiedliwie, królu Auguście) po czym zamilkła. Pomimo, że król poczuł się urażony tymi słowami i podważaniem jego wyroku, to posłał też swoich ludzi na rynek by zbadali sprawę. Szybko znaleźli się świadkowie, którzy widzieli zarówno mężczyznę wyrzucającego pas, jak i to, że wdowa jedynie go podniosła. Sprawa została  umorzona, jednak król kazał wyrzeźbić głowie knebel, by już nigdy nie wtrącała się w jego osąd. 

Głowy wawelskie, to właśnie jedna z nich przemówiła według legendy

Dzwon Zygmunt

Najsłynniejszy polski dzwon, który obecnie dzwoni tylko podczas najważniejszych świąt i uroczystości. Jego bicie towarzyszy także najbardziej zasłużonym Polakom w ich ostatniej drodze. 

Z dzwonem jest związanych kilka legend. Według legendy Zygmunt Stary, świętując zwycięstwo nad Moskalami pod Orszą, postanowił wszystkie zdobyte armaty i broń przetopić na wielki dzwon przeznaczony do zawieszenia w katedrze Wawelskiej jako podziękowanie Bogu za pomyślność w bitwie. Jako, że praca ludwisarzy była długa i ciężka, umilali sobie ten czas muzyką. Jednemu  nieostrożnemu grajkowi lutnia wpadła do wielkiej kadzi, w której topiono metal. Podobno dzięki temu Zygmunt ma piękny, niepowtarzalny głos.

Kolejna z legend opowiada o 13-letnim chłopcu Stasiu, który mieszkał ze swoim ojcem u stóp Wawelu i często bawił się z kolegami biegając po wzgórzu. Pewnego dnia postanowili wdrapać się na wieże kościoła by obejrzeć słynny dzwon. Gdy weszli na górę, uczepili się sznura i rozbujali serce dzwonu, którego bicie rozeszło się po mieście budząc niepokój Krakowian.

Zabawa nie trwała długo bo chłopców bardzo szybko zatrzymali rozgniewani kościelni. Sprowadzili urwisów na dół, gdzie czekał już biskup. Staś przyznał się, że uruchomienie dzwonu było jego pomysłem. Przyznał, że chciał usłyszeć, że bije dla niego.

-Zygmunt bije tylko dla zasłużonych mężów – skarcił go biskup. Wówczas Staś odparł wielebnemu, że kiedyś na pewno zasłuży i  poprzysiągł sobie, że takim wybitnym mężem zostanie. Po latach okazało się, że rzeczywiście słowa dotrzymał, bowiem tym chłopcem był Stanisław Wyspiański – wybitny polski artysta. A gdy zmarł w 1907 roku, zgodnie z jego wolą na pogrzebie nie wygłoszono żadnych przemówień. Żegnało go tylko bicie dzwonu Zygmunta. 

Według wierzeń póki na wieży katedry wisi dzwon Zygmunt, Kraków nie będzie zagrożony, jego bicie rozgania chmury, a dotknięcie serca dzwonu przynosi szczęście.  

Dzwon Zygmunt – dotknięcie serca dzwonu przynosi szczęście

Wigilijne obrady

Legenda głosi, że w wigilijną noc w podziemiach Wawelu pojawiają się duchy dawnych królów, którzy przez długie godziny siedzą przy wielkim dębowym stole i obradują nad losami Polski. Przewodniczyć ma im  Bolesław Chrobry (pierwszy koronowany król Polski). 

Po pewnym czasie rozlega się donośne pukanie do drzwi. Pojawia się w nich nienaturalnie wielkiej postury rycerz. Podobno to jeden z tych, którzy śpią pod Giewontem.

– Czy już nadszedł czas, panie? – pyta rycerz

– Nie, jeszcze nie czas – odpowiada mu Chrobry.

Wówczas wszystko znika. 

Pytanie rycerza wiąże się z inną polską legendą, według której w Tatrach pod Giewontem śpi zaklęte wojsko najznamienitszych rycerzy, którzy mają powstać w krytycznym dla ojczyzny momencie. 

Bolesław Chrobry

Czakram

To stosunkowo młoda legenda, a jednocześnie teoria, w którą wierzy sporo fanów ezoteryki.

Według nich, pod Wawelem – a dokładniej pod zachodnim skrzydłem zamku gdzie wcześniej znajdował się nieistniejący już kościół św. Gereona – ukryty jest magiczny czakram. 

Ma to związek z podaniem o hinduskim bóstwie Sziwie, który rzucił siedem magicznych kamieni w siedem stron świata. Jeden z nich miał trafić właśnie do Krakowa (pozostałe znajdują się w Delhi, Mekce, Delfach, Jerozolimie, Rzymie i Velehradzie).  

Według wyznawców legendy w kościele miał go umieścić mag Apoloniusz, filozof pitagorejski, żyjący w I wieku po Chrystusie, który uważał się za pośrednika między ludzkością a bogami.

Kamień ponoć także miał bezpośrednio wpłynąć na los państwa, według jednej z legend  syn Mieszka II – Kazimierz (znany później jako „Odnowiciel”), który jako dziecko przybył do prowincjonalnego wówczas Krakowa bawiąc się na wzgórzu, znudzony wszedł do kościelnych piwnic, gdzie zabłądził w podziemnym korytarzu. Klucząc pod ziemią, dotarł w końcu do oświetlonej naturalnym światłem jaskini. Tam nagle przemówił do niego tajemniczy głos zdający się  dobywać z wnętrza kamienia. Głos nakazał mu i jego następcom osiąść na wzgórzu, by stworzyć potężne państwo. Tak też się stało.

Problem w tym, że te historie to legendy w legendzie, która wcale nie sięga czasów pierwszych wieków po Chrystusie. Doniesienia o czakramie mają właściwie mniej niż sto lat. Powstały w czasach II RP, a to wszystko za sprawą Wandy Dynowskiej, słynnej teozofki, która jako pierwsza wspomniała o Apoloniuszu i magicznym kamieniu na Wawelu. 

W latach 80-tych ubiegłego stulecia legenda przeżyła swój renesans dzięki ruchowi New Age, który zapoczątkował modę na “mistyczną turystykę” do Wawelu w celu zaczerpnięcia magicznej energii. 

Według osób wierzących w istnienie czakramu, na Wawelu wtajemniczeni są w stanie absorbować magię kamienia, a jego energia wspomaga siły witalne, rozjaśnia umysł i odpręża. Nawet krótkie przebywanie w okolicy czakramu  ma wprowadzać w stan ogólnego rozluźnienia.  

Na Wawel przybywają tłumnie fani mistycyzmu w poszukiwaniu ukrytego czakramu

Czy kamień naprawdę istnieje? Nie wiadomo, jednak trzeba przyznać, że wizyta na wzgórzu wawelskim jest rzeczywiście odprężająca, a kontakt z historią, która w tym miejscu zdaje się ożywać, może być doświadczeniem wręcz magicznym; także nawet nie wierząc w czakram, duchy i smoki warto odwiedzić to przesiąknięte legendami wzgórze, by zasmakować jego atmosfery.